Opowiadania niebanalne
Prawdę mówiąc miałam sobie odpuścić recenzję tej pozycji. Po pierwsze nie bardzo wiedziałam co napisać, gdyż przemyśleń po lekturze brak, a po drugie nie chciałam dokonać przez przypadek profanacji dzieła jednej z najwybitniejszych współczesnych pisarek. Ale skoro powiedziało się „a”, trzeba powiedzieć i „b” i poddać się narzuconej wewnętrznej dyscyplinie.
„Moralny nieład” Margaret Atwood do zbiór jedenastu opowiadań, z których kilka stanowi spójną całość, coś na kształt wybranych rozdziałów powieści, inne natomiast – choć ma się wrażenie – tematycznie blisko, to generalnie można je czytać wybiórczo.
Bohaterką opowiadań jest prawdopodobnie sama autorka. Piszę prawdopodobnie, bo trudno to stwierdzić na pewno. Z całą natomiast pewnością nie jest nią Nell, jak sugeruje nam opis na okładce wydania, które miałam przyjemność czytać. Tylko w niektórych opowiadaniach wymieniane jest to imię głównej bohaterki. W innych możemy się jej imienia jedynie domyślać, w ostatnim opowiadaniu Nell, to imię… konia. Także książkowy opis, że „Nell żyje życiem każdego z nas. Jak my codziennie roztrząsa banalne na pozór kwestie, które tak naprawdę dotykają istoty człowieczeństwa”, jest kolejnym dowodem na to, że nie należy się zbytnio sugerować opisem z okładki. Bo w tym przypadku mam wrażenie recenzent czytał trochę po łebkach.
Pisarka jest na tyle sprytna i przewrotna, że trudno ocenić, które ze wspomnień bohaterki, to wspomnienia własne Atwood, a na ile to zwyczajna fikcja literacka. Wszystkie opowiadania utrzymanę są bowiem w konwencji wspomnieniowej, ale nie sentymentalnej ani ckliwej. Bohaterka raz jest małą dziwczynką, innym razem dorosłą kobietą, która mieszka sobie na farmie u boku ukochanego i wiedzie sielskie, wiejskie życie. Piecze ciasta, robi przetwory i okazjonalnie dogląda synów swojego partnera. W innym opowiadaniu jest dorosłą córką ojca po wylewie, a w jeszcze innym starej, schorowanej matki.
Trudno jest streścić książkę, która jest cyklem opowidań dotykających życia, ale z różnych płaszczyzn i perspektyw. Podobnie trudno jest mi ocenić, czy warto przeczytać „Moralny nieład”, czy nie. Wszystko zależy jak dobrze ktoś się czuje w takiej konwencji. W moim przypadku krótkie formy, to nie są łakome kąski, co sprawdziło się także w przypadku opowiadań Atwood.