literatura włoska

Studium samotności

Miałam ogromny apetyt na „Samotność liczb pierwszych” Paolo Giordano. Wiedziona pochlebnymi recenzjami pokładałam wielkie nadzieje w tej książce. Potem kiedy zaczęłam czytać do ostatniej kartki liczyłam, że mimo wszystko nie zawiodę się Bohaterami powieści Giordano są Mattia i Alice. Dwie od dzieciństwa nieszczęśliwe i nieprzystające do reszty osoby. Ona od czasu wypadku na nartach kuleje, do tego cierpi na anoreksję, którą doskonale maskuje przed innymi. On po zaginięciu upośledzonej umysłowo siostry bliźniaczki zamyka się w swoim świecie i jedyne co go pochłania to nauka. Alice jako nastolatka próbuje zaprzyjaźnić się na siłę z najpopularniejszymi dziewczynami w szkole, do których nie pasuje. Koniec końców z przyjaźni nic nie wychodzi i dziewczyna wiedzie szkolne życie na uboczu. Potem dorasta, zmienia się w kobietę ale jej życie stoi ciągle w tym samym miejscu. Niby pracuje, wychodzi też za mąż, ale mentalnie jest tą samą zagubioną Alice ze szkolnych lat. Jedyną osobą, z którą udaje jej się zbudować bliższą relację jest introwertyczny Mattia, który poza Alice miał przyjaciela, a w zasadzie zakochanego w nim kolegę, z którym przyjaźń nie przetrwała i każde poszło w swoją stronę. Mattia zaczął studiować matematykę, potem wyjechał za granicę jako pracownik naukowy jednego z uniwersytetów.
Mattia i Alice przez całą powieść krążą wokół siebie. Raz bliżej, innym razem dalej od siebie. Są jak tytułowe liczby pierwsze, które niby blisko siebie w szeregu ale zawsze oddzielone liczbą parzystą nie mogą się spotkać i do siebie zbliżyć. Dwoje ludzi, jedna samotność.
Ciekawa byłam tej powieści. Po pierwsze autor okazał się być młodym facetem, w dodatku specjalistą z zakresu fizyki nuklearnej i jeszcze napisał powieść, nad którą w zachwytach rozpływali się krytycy. Tymczasem książka mnie nie porwała i mam przeciwne zdanie do recenzji widniejących na okładce książki. Dla mnie powieść była koszmarnie nudna. Wszystkie postaci, zarówno główne jak i stanowiące tło, nudne, płaskie i jednowymiarowe. Każda z nich do szpiku kości nieszczęśliwa, zgorzkniała i smutna. Chwilami miałam ochotę potrząsnąć którymś z bohaterów, których historii, mimo najszczerszych chęci, nie kupiłam.Wiem, że ludzie są różni, chwilami szczęśliwi bądź nie, często też dziwni i niepotrafiący odnaleźć się w środowisku, w którym przyszło im żyć. Ale umówmy się trudno uwierzyć by w żadnej z tych osób nie tkwiło choćby ziarenko radości. Autor obdarzył swoich bohaterów jednorodnymi cechami charakteru przez co są mało wyraziści, przerysowani i jak dla mnie nieciekawi.
Być może zabieg ten był celowy, albo w moim przypadku nie był to czas dla tej powieści. Ale dla mnie, mimo iż wiem o czym była historia, jest to książka trochę o niczym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *